sobota, 14 czerwca 2014

zapowiadało się super a wyszło...no, nie aż tak źle

To już 2 tygodnie.

W naszej okolicy na dzień dziecka mieli otworzyć ''Gród Żywej Historii''. Zapowiadało się super. Mała, zarażona przez nas uwielbia takie atrakcje. Namówiliśmy babcię i pojechaliśmy [przygotowani również finansowo] na szaleństwo w każdej możliwej postaci.

Trochę się zawiodłam. Kilkadziesiąt metrów kwadratowych otoczonych drewnianymi balami, rów dookoła, a w środku? Praktycznie nic. Jedyny plus, że w dniu otwarcia wstęp darmowy, bo normalnie 30zł za łeb!!! Sporo.

 
 
 
Strzelanie z łuku, kółeczko na koniu [a kolejka na pół dnia], jedzenie, no był i pokaz: gość ubrał się w zbroję i kilka minut powalczył z takim bez zbroi.
Zabrakło atrakcji dla młodszych dzieci, których było bardzo dużo. Organizatorzy przewidzieli większość atrakcji dla nastolatków a tych niestety brakowało.
 
Ale ok. Byliśmy, mała ma zdjęcie w mieczem i w dybach. Gród zaliczony.
 
 

Z drugiej jednak strony było coś, co zachwyciło małą,
przyjechali władcy szos...mało tego jeden z nich pozwolił małej dosiąść swojego rumaka:

 
 
Przez chwilę zastanawialiśmy się, czy Wiki wróci autem czy motorem [bo właściciel był tak miły, że zaproponował odwieść małą jeśli ta nie będzie chciała ''odkleić się'' od maszyny]
 
A później pojechaliśmy po namiot [szumnie zwany pawilonem ogrodowym] a ostatecznie kupiliśmy małej rolki i wróciliśmy do naszego ogródka gdzie właśnie stanął prywatny plac zabaw Wiktorii.

Sądząc po uśmiechu i zmęczeniu, miała udany dzień dziecka :)

środa, 23 kwietnia 2014

takich się nie zapomina

Chyba nadszedł czas by wyjawić skąd króli w awatarze i taka a nie inna nazwa bloga.

Kiedyś, dawno temu [ale dinozaurów już nie było] dostałam od ślubnego małą puchatą kulkę.

Kulka rosła jak na drożdżach i była przesłodka.

Była coraz piękniejsza i bardzo samodzielna [potrafiła otworzyć lodówkę i dobrać się do przysmaków].
 
W pewnym momencie [dość długo] miała 2 kolegów [ale o nich kiedy indziej].

Kulka dostała imię z gry komputerowej: Carmen San-Di.

Uwielbiała: filmy, kawę i ciasteczka...chociaż pałką kurczaka też nie pogardziła.
Na smyczy chodziła lepiej niż niejeden pies [o tym już kiedyś pisałam]

Kiedy urodziła się Wiki, Carmen oszalała na jej punkcie. Wiki była jej dzieckiem i koniec, my nie mogliśmy się do Meli zbliżyć, mała wyciągała ją za uszy z klatki, szła przez zwierzaka taranem, ale i pamiętała by każdego ranka dać marchewkę.
Broniła Wiktorii nawet przed typowymi dziecięcymi głupotkami.

Uwielbiałam ją. Płakałam, kiedy umarła. Było mi tak żal, że nie doczekała nowego domku.
Była wspaniała. Królik o osobowości psa :)
Kiedy jej zabrakło, zdecydowaliśmy już nigdy nie brać żadnego królika, nie wytrzymałby porównania.

Nigdy nie zapomnę Meli. Była więcej niż królikiem, była pełnoprawnym członkiem rodziny.